Fragmenty z dziennika pewnego podróżnika, który zwiedził dużą część planety. Niestety człowiek ten oszalał i nie da się z niego nic wyciągnąć... "Jest słoneczny dzień. Jadę do wielkiej puszczy wschodniej, aby tam właśnie rozpocząć moją wielką podróż w poszukiwaniu wielkich bogactw, które znajdują się w zaginionym pałacu Helliona. Liczne legendy mówią, że był on bogiem, mało tego... Mówią także, że dostępu do jego pałacu strzegą bardzo potężne stwory nie znanej rasy... Cóż za brednie... W końcu dojechałem na skraj puszczy... Na sam jej widok przeszły mnie ciarki. Drzewa były ogromne, masywne i bardzo stare. Dumnie pięły się w górę, jakby były strażnikami jakiejś wielkiej tajemnicy. Nie wiem czemu, ale miałem wrażenie, że drzewa te mnie obserwują i jakby od wiatry nachylały się nade mną. Nigdy tego nie zapomnę... Stoję ja mały człowiek, a przede mną są olbrzymie drzewa, które wyglądają jak mur... Mur, za którym kryje się sława i pieniądze. Niestety ściemniało się, więc przed wkroczeniem do puszczy postanowiłem przenocować w samochodzie i przeanalizować mapy [...] [...]Minął już tydzień, od kiedy wszedłem do puszczy, a nie znalazłem żadnej drogi, ani nawet malutkiej ścieżki, która mogła by wskazywać na to, że ktoś mieszka w tej morderczej puszczy. W nocy jak na złość wszystkie zwierzęta się odzywają przeraźliwymi rykami, skrzekami, warczeniami i syczeniami... Na sam ten dźwięk dostaje gęsiej skórki, lecz w dzień nie widzę, ani jednego zwierzęcia... Nie wiem o co w tym wszystkim chodzi, ale coraz bardziej czuje, że jestem tu nie mile widziany. [...] [...] Minął kolejny tydzień. Dzień zapowiadał się nie najlepiej, lecz w końcu znalazłem coś, co może mi pomóc w poszukiwaniu pałacu. Była to podziemna świątynia tego boga... znalazłem tak jeden zwój papirusu i coś co mnie zadziwiło... Była to gazeta, lecz była spalona. Dało się odczytać tylko tytuł i nagłówek. Tytuł nosił nazwę "Gazetka Barsawii", a artykuł miał tytuł "Demon z Nameczaninem niszczą i terroryzują miasto." Nie wiedziałem o co w tym wszystkim chodzi, więc nie zaprzątałem sobie tym jak na razie głowy. [...] [...] Udało mi się rozszyfrować pergamin. Była tam opisana wielka woja między dwoma bogami, w której także brali udział istoty o pozaziemskiej mocy. Nie było napisane jakich ras były te istoty, lecz były to najprawdopodobniej humanoidy. We wcześniejszych fragmentach była opisana planeta, która nosiła nazwę Barsawia. Gdzieś słyszałem tą nazwę, ale nie mogłem sobie przypomnieć gdzie. W każdym bądź razie było napisane, że młody bóg Coldus rządził tą planetą z drugim, lecz potężniejszym bogiem Hellionem. Wszystko było dobrze, lecz do czasu. Od tamtej pory, wszystko zaczęło ulegać pogorszeniu. Wszystko wymknęło się do takiego stopnia, że wywiązała się wojna między Coldusem, a Hellionem. Wojna była długa, lecz nie było zwycięscy. W skutek tych bojów Barsawia uległa zniszczeniu, a Hellion skrył się tutaj. Teraz leży gdzieś w pałacu, położonym gdzieś na zielonych łąkach... Mimo iż to absurd, ponieważ na całej planecie nie ma ani grama zielonej roślinności. Szedłem dalej.[...] [...] Po długiej i morderczej wędrówce docieram do gór. Zacząłem się wspinać i po pewnym czasie znalazłem jakąś grote. Nie wiem jak ją znalazłem, bo nie było jej widać. Zacząłem wchodzić w głąb groty. Szedłem bardzo długo, lecz to co zobaczyłem zamurowało mnie... W środku góry świeciło słońce! Mało tego Stałem na zielonej trawie!! rozejrzałem się w kółko i zobaczyłem w oddali potężną budowle... Chciałem tam pobiedz, lecz ledwo się ruszyłem i drogę zastąpiły mi stwory niczym z horroru. Tego nie da się opisać słowami... Jeden z nich rzucił się na mnie i straciłem przytomność. Kiedy się obudziłem leżałem bezpiecznie w szpitalnym łóżku. Nie wiem z skąd się tu wiozłem, ale od tamtej pory zaczęło ze mną dziać się coś nie tak. Moje oczy @^#$%^! " Reszty nie znaleźliśmy. Profesor popełnił samobójstwo po tym jak wyszedł na przepustkę ze szpitala psychiatrycznego.